10 przykazań na nową drogę życia

Co do dnia minął rok, odkąd wróciłam ze Szwajcarii z portfelem wypchanym walutą o całkiem przyjemnej sile nabywczej, zniszczonymi rękami, oszołomiona perspektywą wolnego czasu i pełnią możliwości. Pomyślałam sobie, że to świetna okazja, żeby podsumować, co tam przeżyłam.

W grudniu 2017 roku wyjechałam na trzy miesiące do pracy podczas sezonu zimowego w hotelu. Jeśli ktoś by mnie kiedykolwiek wcześniej spytał, co wiem o realiach pracy w hotelu, pracy sezonowej czy samej Szwajcarii, to niewiele mogłabym opowiedzieć. Ale w chwili gdy ktoś się mnie spytał, czy nie chcę tam wyjechać, powiedziałam – czemu nie? Z różnych względów uznałam, że tego w danym momencie potrzebuję; dominował w tym wszystkim czynnik finansowy.

Jednak strasznie nie idzie mi pisanie o czymś, co działo się dawno temu. Ani mnie to ziębi, ani grzeje, emocje już opadły, a franki wyparowały (czasem tylko w długie i bezsenne noce przypominam sobie dotyk i zapach banknotów. tęsknię czasem, franku). Nie chciałabym do końca zapomnieć o tym wyjeździe, dlatego swoje wspomnienia zebrałam w listę rzeczy, o których dobrze byłoby pamiętać, gdybym znów wpadła na pomysł wywracania sobie życia do góry nogami (a znamy się nie nie od dziś, na pewno prędzej czy później coś wymyślę).

Dlatego droga Aleksandro z przyszłości, jeśli wymyślisz jakiś genialny plan, zajrzyj tutaj i w spokoju przeanalizuj poniższe punkty, oparte na zdobytym doświadczeniu:

1.Czegokolwiek nie wymyśliłaś, to wszystko będzie dobrze i tak też się to skończy. Niezależnie od tego, jak durny to będzie pomysł, czy ktoś cię skrytykuje, przestraszy i zniechęci. Na pewno dasz sobie radę, o ile będziesz działać w zgodzie ze sobą i wewnętrznym przekonaniem, że chcesz to właśnie robić.

2. Niczego też nie zrobisz bez wsparcia innych osób. Nigdzie byś nie wyjechała, nie udało by ci się przeprowadzić, nie wytrzymałabyś w małej, trochę zapomnianej wiosce, gdyby nie ludzie dookoła.

3. Jeśli jeszcze się zastanawiasz nad podjęciem decyzji – staraj się zebrać możliwie dużo informacji, myśl, analizuj czy twoje oczekiwania a rzeczywistość będą zbieżne. Wyjazdy na zasadzie „yolo, jakoś to będzie” są bardzo fajne, ale mają też swoje minusy i będą cię coś kosztować.

4. Nie jesteś z kamienia i jak już przyjdzie co do czego, będziesz się bać i denerwować, będzie boleć cię brzuch i nie będziesz mogła spać. Lęki prawdopodobnie będą paranoiczne i zupełnie nieuzasadnione. Pamiętaj, już w drodze w nieznane wmawiałaś sobie po kolei, że na pewno się spóźnisz na samolot, na pewno czegoś nie doczytałaś i nie wpuszczą cię do Szwajcarii, na pewno źle kupisz bilet na pociąg, źle się przesiądziesz, dostaniesz karę za nieskasowanie biletu, siedzenie w złym wagonie lub cokolwiek. A już na samym końcu, gdy żadna z powyższych obaw się nie spełniła – że hotel do którego jedziesz, nie istnieje, nikt o tobie nie słyszał i następnego dnia będziesz w drodze powrotnej do domu.

5. Pamiętaj też, że decyzja o zmianę rzeczywistości jest twoja. Może się nagle okazać, że o 8 rano masz polerować srebrne łyżeczki. 1000 srebrnych łyżeczek. Albo wstawać o 6 rano i powtarzać wyuczone, monotonne czynności, żeby zmontować śniadanie dla gości. Robić nie do końca to, na co masz ochotę. Cokolwiek by się nie działo, sama się na to zdecydowałaś i możesz być niezadowolona i chodzić ze skwaszoną miną albo się z tym pogodzić i uśmiechnąć.

6. Może trudno będzie ci zaakceptować ten punkt, ale masz już swoje lata i ciężej niż kiedyś znosisz zarwane noce, nieregularne godziny pracy i brak stałego grafika. Wydawało ci się, że będzie pięknie – praca rano i wieczorem, w ciągu dnia przerwa na narty, zwiedzanie, rozwój i chłonięcie. Była praca rano, spanie, praca wieczorem, sen, praca rano, odsypianie. Sukcesem mogłaś nazwać moment, gdy udało mi się zebrać na spacer, wyjść do sklepu czy skupić się na tyle, żeby poczytać książkę przez kilka minut.

7. Pamiętaj, że trudno przestawić się z siedzenia przy biurku i klepania w klawiaturę w znanym i oswojonym otoczeniu na intensywną pracę fizyczną – zapieprzanie z talerzami w otoczeniu kilkudziesięciu ludzi. Dało ci w kość pierwszych kilka dni i maraton świąteczno-sylwestrowo-noworoczny. Bolało cię wszystko, mimo zmęczenia nie mogłaś zasnąć i ciekły ci łzy. Co gorsze, sny miałaś po niemiecku. (!!!)

8. Gdziekolwiek będziesz, zawsze spotkasz ludzi. Podobnych, różnych, starszych, młodszych, ktoś ci się wyda w porządku, ktoś inny nie. Od większości z automatu zapewne się zdystansujesz i nie będziesz chciała z nimi gadać, ale uwierz mi, że warto. Każdy z nich ma za sobą historię, której nie znasz. Mimo że wydaje ci się, że wiele was dzieli i nie macie ze sobą nic wspólnego, to nie wiesz, kto z nich w którymś momencie cię wesprze. Może akurat blondyna o piskliwym głosie, która non stop trajkocze to samo, wkurza samą mimiką twarzy i w innych okolicznościach w życiu nie znalazłybyście wspólnego tematu. Albo typ, który wygląda na non stop zjaranego i wygląda, jakby wszystko miał gdzieś i w ogóle mówi tak, że w ogóle nie możesz go zrozumieć.

9. Pamiętaj, że będziesz musiała robić rzeczy, na które nie masz ochoty. Pisałam już o tym, o łyżeczkach, śniadaniu, ale przypomnij sobie jeszcze, jak byłaś na wsi, której główną imprezą sezonu był „Tydzień Belle Epoque”. Podczas niej ludzie zwykle paradują w strojach z XIX wieku, kapeluszach, piórach i binoklach, a ty musiałaś dostosować się do okoliczności i reprezentować swoją osobą najniższą klasę społeczną. Spodziewałaś się tego? Na pewno o to ci w życiu chodzi?

Zjęcie jest w wersji soft, bo nie mam na głowie czepka.

10. Tylko dystans do siebie może cię uratować. Dlatego włącz sobie pilotażowy odcinek brytyjskiego serialu komediowego „Pan wzywał, milordzie”. Konkretnie ten moment (od 32 minuty), w którym nieporadna służąca Ivy uczy się, jak podać brukselkę podczas kolacji. Przypomnij sobie, że taka scena odegrała się w twoim życiu, tyle że z bułeczkami, które trzeba było odpowiednio zaserwować ponad stu osobom podczas kolacji sylwestrowej. Uzbrojona w koszyczek w jednej ręce, widelec i łyżkę w drugiej krążyłaś po sali, poinstruowana chwilę przed wyjściem, jak zrobić to najzgrabniej i przy jak najmniejszych stratach. Cholernie ci to nie szło, miałaś ochotę uciec i robiłaś dobrą minę do złej gry, żartując sobie ze swojej niezdarności i wmawiając sobie, że ci ludzie przecież zaraz o tobie zapomną. Jesteś pewna, że masz na tyle dystansu, żeby odnaleźć się w nowych, nieznanych rolach?

I jak, jesteś po tym wszystkim gotowa zafundować sobie nowe wrażenia? Jeśli tak, to trzymam kciuki i powodzenia!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.