3 sposoby na totalnie bezsensowne, acz radosne zabicie czasu…

…czyli mielony klops, nic śmiesznego i jak to zmienić.

Mam wrażenie, że od kilku tygodni (w zasadzie już miesięcy) mój mózg nie pracuje najlepiej. Przypomina posiekane mięso, taki niedojedzony, zapomniany i lekko zaśmiardły tatar. Podejrzewam, że jest to powiązane z obecną porą roku i funkcjonowaniem w rzeczywistości obleczonej w pięćdziesiąt odcieni szarości. Dzień w dzień, od bolesnego ocknięcia się i otworzenia oczu czekam tylko, aż zapadnie zmrok i znów będzie można iść spać. I tak w kółko. Nie wpływa to najlepiej na moje samopoczucie, a próba złożenia trzech sensownych zdań kończy się klapą. Czymś jednak trzeba zająć tę mięsną papkę i dostarczyć jej jako takiej rozrywki, żeby nie wypluwała z siebie myśli „bez sensu, wszystko bez sensu, wtopiłaś, mogłaś być w tej chwili na plaży Koh-In-Out-Pyan i nurkować z delfinami”. Albo coś w tym stylu. I przyznam, że w tym ponurym okresie znalazłam kilka rozrywek, które wyrywają mnie z letargu i wywołują na twarzy grymas przypominający uśmiech.

Poniżej znajdziecie moje porady na to, co robić, gdy nic się nie chce robić. Pamiętajcie o nich, gdy już skończą się wam wszystkie seriale na Netflixie, kotki, memy i cały internet. Ich niesamowitą i nieocenioną wartością dodaną jest to, że gdybyście przypadkiem od trzech miesięcy nie wychodzili z domu, zapomnieli w jakim kraju przebywacie i czym żyją wasi sąsiedzi, to dzięki nim natychmiast to sobie przypomnicie. Migusiem odnajdziecie się w rzeczywistości i od niechcenia wciągniecie się w rozmowę z przypadkowo spotkaną w windzie osobą. Do rzeczy.

Gogglebox

Rozrywka odkryta dosyć niedawno, gdy dwa niezależne od siebie źródła w krótkim odstępie czasu wymieniły przy mnie tę nazwę. Żałuję szczerze, że dopiero teraz. Gogglebox to 40-minutowy program rozrywkowy, ze stałymi bohaterami, których oglądamy w sytuacji. gdy oni oglądają telewizję. Tu nie ma pomyłki. Siedzisz i oglądasz program, o tym, jak inni ludzie siedzą w domowych pieleszach, oglądają telewizję ina bieżąco ją komentują. Jeśli zareagowaliście tak samo jak ja, czyli „co…. serio? jak można to oglądać? przecież to głupie, odmóżdżające, czego to nie wymyślą, społeczeństwo głupieje, degrengolada, sromota, żal, itp, itd…” – zachęcam do odpalenia dowolnego odcinka i jednocześnie stopera, żeby sprawdzić, w której minucie brechniecie szczerym, prostym i zdrowym śmiechem. Do wyboru jest ich sporo, bo program nadawany jest od 2014 roku. Z jednej strony rozrywka prosta, niewymagająca, z drugiej – niesamowicie efektywna i produktywna. W jednym odcinku można się naraz dowiedzieć, który rolnik znalazł żonę, kto ma talent, co słychać na Wspólnej  – słowem być na bieżąco z telewizyjnym szitem w ogóle go nie śledząc.

Co więcej, bez odbycia ani jednej rozmowy można się dowiedzieć, co cieszy, bulwersuje i porusza przedstawicieli poszczególnych grup społecznych. Od razu jak na tacy podsunięty jest komentarz, który można wykorzystać w dowolnej sytuacji towarzyskiej wymagającej opinii na temat danego programu. Wreszcie zamiast powiedzieć „eee nie wiem, nie oglądam telewizji od 15 lat, ostatnio widziałam transmisję z mszy odprawianej przez papieża na Błoniach” i samodzielnie wykluczyć z rozmowy, można z zaangażowaniem rzucać zapamiętane hasła. („cały program latał za Gonią, a wybrał Basię, co za dziad stary” albo „jak jest dziecko i śpiewa jak diwa operetkowa, to ja jestem na nie. Wyje jak jamnik mojej sąsiadki”).

Jednocześnie Gogglebox to szybka lekcja życia w społeczeństwie, akceptacji i tolerancji dla innych współobywateli. Z jednej strony można poczuć się lepiej, a nawet lekko wywyższyć, widząc na ekranie bohaterów o przeciętnym wyrazie twarzy i ilorazie inteligencji, którym sporo czasu zajmuje odpowiedź na pytanie, co jest stolicą Chin. A po chwili poczuć jedność, topnienie lodów i braterstwo, gdy zauważysz, że tak samo szczerze bawią was te same żarty, sytuacje albo niewyszukane komentarze.

W wersji ekstremalnej polecam obejrzeć odcinek Gogglebox, a potem obejrzeć go ponownie, w towarzystwie własnych znajomych. Ogląda się wtedy, jak ludzie oglądają program, w którym ludzie oglądają telewizję.

Istnieje ryzyko pomylenia Gogglebox z Google Books i wtedy całą zabawę szlag trafi.

Fanpage Biedronki

Ta strona to jest, proszę państwa, mistrzostwo świata. Szeroki przekrój opinii, wrażeń, oczekiwań, bolączek i nadziei naszych rodaków zebrany w komentarzach pod wpisami o mandarynkach, promocji na Vizir i maśle w cenie 3 za 2. Jak na nią trafiłam?

Kto nigdy nie usłyszał słów świeżak czy słodziak, niech natychmiast zrzeknie się polskiego obywatelstwa. Ja niestety nie mogę tego zrobić, bo tej zimy zostałam wciągnięta w szaleństwo zbierania naklejek. Nie, nie mam dziecka, nawet w dalszej rodzinie. Mam za to współlokatorkę o duszy pięciolatki, która zapragnęła przytulić rysia Rysia. Trudno odmówić takiej potrzebie, więc w pocie czoła targałam kolejne zakupy, które do dziś zapełniają kuchenne półki. Jednak uzbieranie naklejek to małe piwko w porównaniu do próby odbioru zasłużonej nagrody. Bowiem maskotki rozchodziły się szybciej niż świeży karp za 99 groszy. Przełykając łzy rozczarowania zaczęłam szukać informacji. Trafiłam na facebook Biedronki i nie byłam tam jedyną osobą złaknioną rzetelnej odpowiedzi na pytanie „KIEDY BĘDĄ SŁODZIAKI???!!!11”. Zalew pytań i frustracji pojawiał się pod każdym i można by pomyśleć, że był to największy problem trapiący ludzi w grudniu 2018 r. Myślę, że jeśli kiedyś po wyginięciu ludzkości jakaś obca cywilizacja trafi na tę stronę, to słodziaki będą stanowić duży rozdział w badaniach nad dziejami człowieka.

Akcja się skończyła, ryś Rysio jest już szczęśliwie z nami, a ja w najczarniejszych momentach życia wciąż sprawdzam, co słychać w Biedronce.  Widać, że życie wróciło już na normalne tory i pojawiają się standardowe uwagi, że alejki pozastawiane, nie ma jak zrobić zakupów, mięso śmierdzi po otwarciu nigdy już u was nie kupię, ser spleśniały i żona niemal nie potruła dzieci, chyba żeście powariowali z tą czekoladą belgijską, polska jest najlepsza. I na koniec: ja się pytam gdzie są książki po 9,99??? Byłam w trzech biedronkach dziś po południu i co? Nie dowieźli!!! Kto mi odda kasę za paliwo? (pisownia oryginalna zachowana). NIE POZDRAWIAM.

Zdradzę wam, że zdarzają się i komentarze pozytywne, pochwalne, a nawet radosne. Tylko trzeba ich trochę poszukać.

Marzę o poznaniu ludzi, którzy prowadzą fanpage Biedronki. Chciałabym spytać, skąd czerpią siłę i cierpliwość do tworzenia ciepłych, miłych i zabawnych odpowiedzi oraz sprawdzić, jak reagują na słowo słodziak.

Jazda PKP

To już wyższa szkoła jazdy w temacie. Sposób wielokrotnie sprawdzony, aczkolwiek wymagający wykrzesania z siebie nieco energii, ruchu i pieniędzy. Polecam korzystać z niego tylko w ekstremalnych i beznadziejnych sytuacjach. Jest o tyle dobry, że daje pewne złudzenie, że do czegoś to prowadzi, ma jakiś sens i coś się zmieni. Cenię go też za to, że siedząc, jednocześnie się poruszam. Przy odrobinie szczęścia trafi się pusty przedział, co pozwoli na niczym nieskrępowane milczenie, obserwowanie zmieniającego się jak pory roku Vivaldiego krajobrazu i słuchanie kojącego stukotu kół i kolejnych komunikatów o opóźnieniu o 80 minut, które może ulec zmianie. Przy odrobinie pecha trafi się na ludzi, którzy przez bite 6 godzin ze sobą rozmawiają i np. dzielą szczegółami z pobytu w szpitalu i wszystkich przebytych zabiegów. W takich sytuacjach podróż przebiega mi na usilnych próbach powstrzymania wyobraźni, jak ta igła się wkłuwa, przebija przełyk, wprowadza taką lampkę, nitkę, grzybka, dochodzi aż do brzucha i dalej, dalej… a potem lekarz wyjmuje taką rurkę i to jest tylko w znieczuleniu, a nie narkozie. Wtedy żeby nie stracić świadomości, a jednak czerpać z obecności tu i teraz, polecam znaleźć sobie czynność zastępczą. Z pomocą przychodzi mi youtube i seria tematycznych filmików o manewrach przełączania lokomotyw na mojej ulubionej stacji Krzyż. Tylko to pozwala mi zachować równowagę przez resztę podróży, nie zacząć krzyczeć, pewnym krokiem wysiąść z pociągu i stanąć na peronie stacji docelowej.

Uwaga:

Uprasza się o stosowanie powyższych środków tylko na własną odpowiedzialność i w rozsądnych ilościach. Ewentualne reklamacje nie będą rozpatrywane.

7 myśli na “3 sposoby na totalnie bezsensowne, acz radosne zabicie czasu…”

  1. Hahahaha stacja Krzyż rządzi! Kiedyś usłyszałam tam komunikat, że pociąg nie ruszy w dalszą trasę z powodu niemożności ruszenia w dalszą trasę. A co do Gogglebox, to muszę powiedzieć, że wielokrotnie słyszałam to słowo. Kilkakrotnie chciałam obejrzeć, ale „na szczęście” praca moja nie pozwala na nudę i zapewnia mi więcej rozrywki niż funpage Biedronki…

  2. Polecam tez poprowadzenie transferu z polskimi turystami do ich hoteli w Turcji. I ten ich szok, że Turcja to nie UE i że bagaże nie wyjadą same z taśmy na lotnisku prosto do autokaru, tylko trzeba je samemu zabrać, i że nie będzie pokoju z widokiem na ocean bo tu mamy jedynie morze śródziemne🤣
    Poprowadzenie wycieczek to juz grubsza jazda bo jeszcze trzeba ich liczyć i cały czas mówić…ale taki transfer to bardzo odmozdzajace zajęcie 🤣

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.