5 najgorszych rzeczy, które mogą przytrafić się dziewczynie

Sprawdź, z czym one muszą się mierzyć każdego dnia!

Szminka na zębach

Szminka z zasady służy do malowania ust. Czasem zdarza się jednak, że znienacka ląduje również na zębach. Wpływać na to może brak wprawy przy malowaniu, użycie rozmazującego się kosmetyku, krzywy zgryz czy żywa mimika okolic ust. Szminka na zębach póki co nie upiększa. Co gorsze, można być nieświadomą jej przemieszczenia, bo przecież nie widzi się swoich własnych zębów tak o. Jest się wtedy zdanym na uwagę kogoś z otoczenia. A jeszcze nie słyszałam, żeby ktoś w trakcie rozmowy umiał na luzie powiedzieć „to, co mówisz, jest bardzo ciekawe, ale masz szminkę na zębach”. Wybrzmiewa to zwykle jak „wytrzyj to, sieroto” i zalicza nas do kategorii „obciach”.

Ponieważ mam wybitnie niefrasobliwą i wychodzącą przed szereg jedynkę, przeżywam horror pomazania sobie zębów za każdym razem, gdy chcę się podrasować. Obsesyjnie przecieram zęby przed wyjściem z domu, nerwowo zerkam we wszystkie mijane lustra i odruchowo przejeżdżam językiem po szczęce za każdym razem, gdy chcę coś powiedzieć. Wystarczy jednak się zapomnieć, zająć czymś czy zaśmiać; wtedy po kilku godzinach, przy wizycie w łazience patrzę na swoje odbicie i znów widzę te maziaje, których nie powinno być. Myślę wtedy „chciałaś ładnie wyglądać, znowu ci nie wyszło, wyglądasz jak klaun, widać że to tania szminka, wstyd, jesteś beznadziejna”.

Dlatego na wszelki wypadek, żeby się nie zbłaźnić, gdy pomaluję się szminką, nie angażuję się zbytnio w rozmowy i śmiechy. Pozostaję pomalowana, milcząca i mroczna. 

Zalane skórki

Zalane skórki to kolejna pułapka, która czeka na wizażowej, wyboistej drodze i zdaje się być dużym faux pas. 

Zdezorientowanym tłumaczę  – chodzi o malowanie paznokci. Sam proces najeżony jest trudnościami – przy malowaniu trzeba być precyzyjną, cierpliwą (aż ten cholerny lakier zaschnie), spostrzegawczą (żeby nie pomylić buteleczek z bazą, lakierem, top coatem i kolejności ich nakładania), trzeba też być czujną przez kolejne dni i monitorować powstawanie nieestetycznych odprysków. Cóż, warto się natrudzić, bo zadbane dłonie są przecież wizytówką prawdziwej kobiety!

Ale załóżmy, że wszystkie etapy procesu mamy w miarę opanowane. I podczas pokrywania płytki paznokcia lakierem może się na przykład zdarzyć, że omsknie się ręka i lakier wyląduje poza paznokciem, na palcu. Albo można tego lakieru za dużo nabrać na pędzelek i wtedy rozpłynie się poza płytkę i zaleje te nieszczęsne skórki. Nieważne, że sam paznokieć jest pomalowany idealnie. Cały wysiłek na nic; lakier na skórkach oznacza, że możemy pożegnać się z perfekcyjnym manicure (a o to przecież wszystkim nam chodzi) i nie powinno się w tym stanie wychodzić do ludzi. Pozostaje nic innego, tylko samej się zalać. 

Na szczęście jest Youtube z filmikami o 748 tysiącach wyświetleń, na których pokazuje się triki, jak tych skórek nie zalać. Alleluja!

Kolejka do damskiej toalety

Sytuacja: jesteś w miejscu publicznym – na koncercie, festiwalu, konferencji, imprezie, targach czy w centrum handlowym. Pewnym jest, że w którymś momencie trzeba będzie skorzystać z toalety. Idziesz tam i co widzisz? To oczywiste, cały wężyk dziewczyn, które przyszły tam przed tobą. I wtedy rodzą się pytania. 

Co robić? Czekać, czy nie czekać? Ustawić się w kolejce i odstać swoje, przestępując z nogi na nogę? Czy może przełamać się i wejść do męskiej toalety, w której z niewielką częstotliwością pojawia się jakiś facet? Co jest ważniejsze w obliczu palącej potrzeby – przełamanie swoistego tabu i szybkie zrobienie siku w strefie zakazanej czy zachowanie konwencji i pozostanie wśród podobnych sobie, ryzykując popuszczeniem w gacie? A jeśli już się wejdzie do tej męskiej toalety, to jak się zachowywać? Przemykać? Udawać, że się nie istnieje? Czy dumnie kroczyć z miną „mam gdzieś te podziały”? Rozglądać się? Zastanawiać się, czy będzie papier? No i najważniejsze – gdzie umyć ręce? Zostać już w tej męskiej toalecie, czy przejść się już do damskiej?! 

Wystający brzuch

Brzuch ma być płaski. Nie dlatego, że jest to ważne dla zdrowia, a otyłość brzuszna może powodować cukrzycę, choroby serca, nadciśnienie czy bóle kręgosłupa. Brzuch ma być płaski, bo tylko wtedy jest ładny i można go na luzie odsłaniać albo nosić obcisłe rzeczy. 

Ale załóżmy, że trudno, zdarzy się – wystaje. Dzieje się tak u 96% dziewczyn, które znam, niezależnie od tego, ile ważą i czy są szczupłe. Przyczyny mogą być różne: można mieć okres, można mieć wzdęcie, można też, ogólnie rzecz biorąc – zjeść. W takiej sytuacji przed pokazaniem się tak światu należy się czymś opasać, żeby zamaskować oponkę; wtłoczyć fałdki i uformować je równo, w miarę na płasko. Dobrze jest mieć w szafie określone zestawy ubrań „na wystający brzuch”. Ubranie tego, na co się ma ochotę, jest niestety niedozwolone. Czasem zdarza się, że mimo tych zabiegów jakaś fałdka uwolni się, znów powodując wypukłość. Jest na to komenda „wciągnij brzuch”; warto ją trenować nawet, gdy nic nie gniecie w okolicy pasa, żeby wyrobić nawyk odruchowego wsysu oponki. 

Warto stosować te metody. Przecież nie chcesz usłyszeć od kogoś uwagi „WYGLĄDASZ, JAKBYŚ BYŁA W CIĄŻY”. Wyglądanie jakby się było w ciąży, a się w niej nie jest, to porażka. Pewnie nie chcesz tłumaczyć się panu w tramwaju, który ustąpił ci miejsca, albo pani w sklepie z majtkami, która pokazuje ci rozciągające się modele na rosnący brzuszek, że po prostu jesteś po sporym obiedzie. 

Pytanie „czy chcesz iść na basen”

Wydawać by się mogło, że jest to pytanie zamknięte, na które można odpowiedzieć słowem „tak” lub „nie”. A jednak! Najczęstszą odpowiedzią udzielaną przez dziewczyny jest „yyyyy muszę ogolić nogi”, co oznacza mniej więcej „może bym i poszła, ale nie pokażę się z włosami na nogach, a wiadomo, że golenie nóg to znój, katorga, cenne minuty, ogólnie zwykle nie chce się tego robić, więc poszłabym, ale jednak nie chce mi się golić tych nóg, więc nie pójdę.” Wiem, znam, sama tak mówię.

Ale zdarzyło mi się raz pójść z nieogolonymi nogami – po prostu zapomniałam. Dopiero na miejscu to zauważyłam i z takim lekkim niepokojem i kołataniem serca czekałam, co się stanie. I co? Na wejściu nie było kontroli, która sprawdzała stan owłosienia. Nikt się nie zrzygał na mój widok, nie uciekł z krzykiem ani nie wskazywał palcem. Każdy był tak zaaferowany własnym wyglądem, że nie zwracał uwagi na innych. Co więcej, większość czasu spędza się pod wodą, gdzie tych włosów nie widać. Wiem, że myślicie teraz „taaa, ale moje włosy są grubsze/ ciemniejsze/ bardziej widoczne, w życiu by to nie przeszło”. Wiem, znam, sama tak mówię. 

Z basenem jest jeszcze jedna ciekawa sprawa. Jak się już ogoli te nogi i pójdzie, to najlepiej już być na tyle wygimnastykowaną i zwinną, żeby w przebieralni móc się rozebrać, jedną ręką trzymając wokół siebie ręcznik. Trzeba tak robić, żeby nie pokazać przypadkiem kawałka dupy albo cycka. Pewnie jakaś dziewczyna mogłaby się na widok innej nagiej, damskiej dupy zbulwersować albo zawstydzić, albo powiedzieć „co ty tu robisz z tą brzydką dupą, idź do domu” albo nie wiem, porównać. A jeśli brakuje tej elastyczności i koordynacji ruchów, że tu ręka z ręcznikiem, a tam druga wciąga majty, to proponuję zabrać z sobą parawan albo namiot. Można by wtedy go rozstawić wokół siebie i swobodnie przebierać się, używając dwóch rąk, a potem rozbić pod prysznicem i na luzie umyć się bez stroju kąpielowego. Jest też trzecia opcja – można się przebierać bez tych dodatkowych akcesoriów i akrobacji i liczyć na to, że pokazanie się nago wśród innych dziewczyn kiedyś będzie naturalne.

Czy macie coś do dodania?

2 myśli na “5 najgorszych rzeczy, które mogą przytrafić się dziewczynie”

  1. Jak to się stało, że dotąd nie czytałam Twojego bloga, to ja nie wiem, to jest większe faux pas niż zalane skórki i nadmierne owłosienie na basenie!

    Nie tylko ze względów czysto wiedźmio-wspierających, przede wszystkim dlatego, że to jest złoto i szkoda nie przeczytać! Kocham Twoje pisanie i poczucie humoru 😀 (oplułam sobie monitor owsianką – może kolejnym punktem powinno być zbyt eskpresyjne śmianie się? Albo w ogóle nadmierna ekspresja emocji – kiedyś byłam z przyjaciółką w kawiarni, opowiadała mi swój sen i śmiałyśmy się w głos, dopóki jakaś starsza babka nie spojrzała na nas z wyższością i nie rzuciła tekstem: „Może trochę ciszej, śmiejecie się jak krowy” – zatkało mnie tak, że autentycznie nie wiedziałam, jak się zachować…)

    A ten wpis powinna znać każda laska. I sobie do niego wracać co jakiś czas, gdy dystans do siebie i świata znów zanadto się skróci.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.