Bezwstydne CV

  • wstyd

Nie chcę być wulgarna już na wstępie, dlatego napiszę, że jestem stanowczo zaniepokojona. Poirytowana. Podminowana i rozeźlona.
Mam już dość roztrząsania, czego i czemu się wstydzę. Z kolejnymi tygodniami pisałam o swoich powodach, ale czytałam też wiadomości i komentarze z Waszymi historiami. Temat chwycił, popłynęła rzeka coraz bardziej absurdalnych i subtelnych przyczyn zawstydzania siebie samego lub innych. Ja mam dość i nie wiem, w imię czego i po co mam się dalej gryźć. LUDZIE OBUDŹCIE SIĘ. Dlatego dla odmiany piszę dziś o rzeczach, których już się nie wstydzę (a na pewno znajdzie się ktoś, kto uzna, że powinnam).

Edukacja

Większość edukacji szkolnej przejechałam dzięki opinii piątkowej uczennicy i inteligentnemu wyrazowi twarzy. Nie musiałam się wysilać, a gdy próbowałam odwalać numery – nikt nawet nie zauważył. Chodziłam też do szkoły muzycznej, która zajmowała mi całe popołudnia. Dzięki wielu zajęciom rodzice zwalniali mnie z różnych obowiązków domowych, nie musiałam zmywać i miałam ulgę przy wychodzeniu z psem – Oleńka przecież musi się uczyć.

Na zajęciach z historii w liceum (najlepszego w mieście – chcę tak napisać, ale nie będę wzbudzać kontrowersji, więc ok, niech będzie – jednego z najlepszych w mieście) słyszałam, że jesteśmy elitą. Absolutnie nie rozumiałam wtedy, o co chodzi.

Wykształcenie wyższe pobierałam na najstarszej polskiej uczelni, bo studia to oczywista droga dla błądzących, elitarnych umysłów. Wybrałam humanistyczne, żeby poszerzać horyzonty bo idzie się na nie, jak się nie ogarnia nauk ścisłych. Burzliwą historię studiowania opisałam w tekście ZDOLNA, ALE LENIWA. Ostatecznie z tytułem licencjata filologii orientalnej ruszyłam w świat.

Doświadczenie zawodowe

W tym kraju nie ma pracy dla ludzi z moim wykształceniem – kto nigdy nie powiedział tych słów, niech podniesie rękę. Na szczęście uczyłam się języków i niemiecki, szlifowany od podstawówki, stał się moją monetyzowaną umiejętnością. Skakałam po stanowiskach i branżach, zastanawiając się, co jest nie tak, że muszę zmieniać pracę. Czy któraś mnie wciągnęła? Nie. Czy czegoś się tam nauczyłam? Oczywiście. Czy uważam, że w moim przypadku gloryfikowanie pracy jest przereklamowane? Tak. Od kilku miesięcy jestem na zwolnieniu lekarskim, więc nie jestem produktywna, moje istnienie nie przynosi nikomu wymiernych korzyści. Minęły mi już wyrzuty sumienia i, co może być bardziej szokujące – nie nudzę się.

Odpowiadając na pytanie „kim jestem”, nie definiuję się wykonywanym zawodem. Przez to czuję duży opór, żeby poświęcać etatowe 8 godzin dziennie ze swojego życia i mówić, że mi się podoba. W dużej mierze praca kojarzy mi się z wyrzeczeniami i marnowaniem czasu . Słyszałam rady – tak wygląda życie, przyzwyczaj się, każdy tak ma. Myśl, że mam się tak przekolebać jeszcze 30 lat mnie załamuje i zmusza do działania. Niech mnie skręci, ale będę zmieniać pracę do końca świata i o jeden dzień dłużej, jeśli tak będzie mi się podobać, nieważne, jak będzie to wyglądać w CV.

Umiejętności

Nie lubię sprzątać i nie chcę poświęcać wolnego dnia na ogarnianie domu. Lubię za to porządkować papiery, układać przyprawy w kolejności alfabetycznej i segregować śmieci.

Nie prasuję ubrań, bo szkoda mi na to czasu i nie mam oporów przed chodzeniem w wymiętolonych JAK PSU Z GARDŁA ubraniach, bo w niczym mi to nie uwłacza. Nie uważam też, że pokazanie się w towarzystwie chłopaka w niewyprasowanej koszuli sprawia, że powinnam się wstydzić za niego lub co gorsze – siebie.

Na widok strzykawki staję się miękiszonem i mdleję już przy wkłuwaniu wenflonu. Mogę zemdleć nawet, gdy ktoś opowiada o zabiegach i krwi. Nie chodzę oddawać krwi, bo się boję. Wizja ewentualnej ciąży i porodu mnie przeraża, chyba zniosłabym to tylko w śpiączce.

Nigdy nie zagaduję nowo poznanych osób. Automatycznie myślę o nich źle i zauważam ich braki, wady, ułomności (tego jednak się wstydzę).

Umiem zrobić wegański majonez i zwykle nie jem mięsa, ale nigdy nie powiedziałam, że jestem wegetarianką. Jestem tylko człowiekiem słabej woli i zdarza mi się zeżreć produkt pochodzenia zwierzęcego. Proszę nie mierzyć mnie wtedy potępieńczym wzrokiem ani nie wyśmiewać, że ty to taka wegetarianka, jak z koziej dupy trąba. Mnie naprawdę nie interesuje, co kto nakłada na talerz. Poza tym umówmy się – nawet z tymi odstępstwami wygrywam w etyczne wybory żywieniowe (BANG!).

Zainteresowania

Niektórym się wydaje i z góry zakładają, że wiem dużo i orientuję się w świecie (to chyba wciąż przez ten wyraz twarzy). Potem dziwią się i budzą we mni ewyrzuty sumienia – jak to możesz tego nie wiedzieć?! Mam ochotę odpowiedzieć – NO SRAK. Mam prawo mieć luki i nie ogarniać.

Nie czytam dużo książek, nie dobijam do 52 nawet w ciągu dwóch lat. Jestem na bakier z popkulturą i filmami. Ledwo ogarniam, kiedy rozdaje się Oskary. Przegapiłam wiele kultowych dziś filmów, których już nie nadrobię (Gwiezdne Wojny i Matrix to tylko początek listy). Nie oglądałam Przyjaciół w czasach ich popularności i dziś już mnie absolutnie nie śmieszą. Lubiłam kreować się na alternatywkę i oglądać niszowe produkcje bułgarskiej czy islandzkiej produkcji – taki film można było znaleźć w warszawskim kinie każdego tygodnia.

Nie lubię poezji. Mój wzrok od razu przeskakuje po wersach i nie mogę zmusić się do czytania ze zrozumieniem. Jeśli kiedyś powiem, że moim hobby jest czytanie lub pisanie (o zgrozo!) wierszy, to znaczy, że przeszłam na głębszy poziom wrażliwości.

Polityka? Mnie to nie dotyczy, nie interesuję się. Bardzo długo nie chodziłam na wybory, przecież należę do pokolenia, które nie ma nic do powiedzenia i o nic nie musi walczyć. Teraz boleśnie nadrabiam stracone lata i zastanawiam się, ile czasu musi minąć, ile informacji muszę przyswoić, żebym się orientowała i rozumiała, co dzieje się dookoła.

Wiedzę o świecie czerpię z Instagrama. Dla mnie już dawno nie jest to tylko źródło ładnych zdjęć jedzenia i widoków, a medium informacyjne.

Uczę się grać na różnych instrumentach i na żadnym nie gram dobrze. Kiedyś uważałam, że nie mam do tego prawa, bo po 9 latach rzuciłam szkołę muzyczną i nawet nie patrzyłam na gitarę. Teraz uważam, że nic nie zmusza mnie do opanowania jednej umiejętności na profesjonalnym poziomie, żeby móc zainteresować się inną. Możesz to nazwać słomianym zapałem, ja nie zamierzam się tępić i biczować. Ta zasada dotyczy każdego kreatywnego hobby.

Klauzula poufności

Niniejszym ustala się, że ujawnione dane nie są poufne i mogą podlegać udostępnianiu. Wyrażam zgodę na komentowanie ujawnionych danych w dowolny sposób, ponieważ mam na to wywalone i ich krytyka mnie nie rusza. Zachęcam do pozostawiania swoich kontrowersyjnych, bezwstydnych historii w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.