Jesienny crush kamienicznicy

W pierwszej chwili nie zwracam na niego uwagi. Jest wysoki, postawny, a na pewno dobrze zbudowany. Wygląda trochę staromodnie, ale też umówmy się, przecież nie ma 20 lat. Już nikt tak się tak nie ubiera, ale trzeba przyznać, że ma swój styl. Co najważniejsze – mimo upływu lat wciąż jest tak samo sprawny. Służy mi tylko do jednego i jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.

Zwykle trzyma się na uboczu. Niepotrzebne mu zainteresowani. Wie, że gdy nadejdzie odpowiedni moment, sama do niego przylgnę. Odwlekam tę chwilę tak długo, jak się tylko da.

Inicjatywa leży zawsze po mojej stronie. Zwykle radzę sobie bez niego. w ogóle o nim nie myślę ani nie tęsknię. Do czasu. Wiem, że wystarczy jedno zbliżenie i szybko się przyzwyczaję. Nie będę mogła bez niego żyć. Przeraża mnie ta zależność, więc wmawiam sobie, że to za szybko, że jeszcze dam radę i wcale go nie potrzebuję.

W końcu pewnego jesiennego wieczoru nie wytrzymuję. Patrzę na niego i powoli się zbliżam. Wystarczy jeden ruch ręki i zaczyna się zabawa. Zdejmuję z siebie kolejne warstwy ubrań. Nie spieszę się, wiem, że on potrzebuje trochę czasu, żeby się rozkręcić. Jest cicho, nie musimy nawet patrzeć, ale czuję, że atmosfera gęstnieje. Naprawdę gorąco zrobi się nad ranem, wtedy będzie ściekał ze mnie pot.

Efekty tej nocy czuję jeszcze przez cały dzień. Za każdym razem, gdy obok niego przechodzę, przebiega mi po plecach przyjemny dreszcz. Nie mogę się powstrzymać, żeby go nie musnąc po błyszczącej, delikatnie rzeźbionej powłoce. Warto było odwlekać ten moment.

Wiem, że tak będzie teraz co noc.

Ale miłość łatwo przeradza się w nienawiść, a każda przyjemność ma swoją cenę. Płacę ją z opóźnieniem, gdy dawno jest po wszystkim i zdążę zapomnieć o wspólnej przeszłości. Drżą mi ręce, gdy przychodzi do mnie ten list. Czytam go ze łzami w oczach, rzędy cyferek przeskakują mi przed oczami, ale widzę jedno. Dopłata za prąd. Znowu się zapomniałam z elektrycznym piecem.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.