Podróże solo – strach się bać?

Ty tam sama pojechałaś? Odważna jesteś!
Te słowa kiedyś mnie podbudowywały, budziły poczucie dumy i zadowolenia.
A nie bałaś się?
Gdy słyszę je kolejny raz kierowane do kolejnej dziewczyny, budzi się we mnie bunt.
Bunt, bo dziewczyna podróżująca bez towarzystwa to wciąż dziwny obraz na horyzoncie. Przynajmniej tak wynika z tego, co słyszę i czuję.

Czy widząc na ekranie Wojciecha Cejrowskiego zastanawiasz się, co w czasie wyprawy robi jego rodzina? Ciekawi cię, czy ją w ogóle ma, z kim zostawia dzieci? Jeśli ich nie ma, to dlaczego – czy poświęcił rolę ojca dla podróżniczej kariery? Bo ja nie. A czy zdarzyło Ci zainteresować życiem prywatnym Martyny Wojciechowskiej? Czytasz komentarze, że jest wyrodną matką, bo pojechała na krańce świata lub ekstremalne wyprawy i zostawiła swoją córkę Marysię pod nie-wiadomo-czyją opieką? Bo ja tak. Ten przykład pokazuje, że podróżowanie nie jest neutralne i ocenia się je przez pryzmat płci człowieka w drodze. Przytoczyłam nazwiska osób, dla których podróż to praca. Czy indywidualny, rekreacyjny wyjazd czymś się w tym względzie różni?

W 2019 roku pojechałam sama na wakacje do Kambodży. To było dla mnie duże przeżycie, ale szczerze? Nie dokonałam nic przełomowego, a na pewno nie bardziej niż statystyczny turysta (płci obojętnej). Po prostu dałam radę. W drodze przeżyłam standardowe przygody, a jednak po szczęśliwym powrocie (nie licząc uszkodzenia kolana, które mogło zdarzyć się wszędzie indziej, np. podczas schodzenia z walizką ze schodów na ulubionej stacji Krzyż) czułam, że powinnam dostać medal za zasługi i osiągnięcia. To przez bagaż, jaki ze sobą targałam. Oprócz 15 kg w plecaku ciążył mi mój własny i cudzy strach, troskliwe komentarze, zmartwienia i przekonanie, że na pewno coś mi się stanie. Czułam euforię i zyskałam podziw tylko dlatego, że jestem dziewczyną i wykazałam się większą odwagą, niż przewiduje ustawa.

Wcześniej regularnie przemieszczałam się sama po Polsce, wyjechałam za granicę na stypendium, później do pracy. Za każdym razem gdzieś w głębi duszy miałam niewygodne uczucie dziwności, nieadekwatności, konieczności udowadniania (przede wszystkim) sobie, że podróżowanie samej jest w porządku. Często łapałam ciekawskie spojrzenia, niekiedy sama ich wypatrywałam. Musiałam cały czas przekonywać, że to jest normalne i nie robię nic nadzwyczajnego.

Kiedyś bałam się chodzić sama do kina, mimo że bardzo chciałam. Wynikało to z domyślnie ustawionego przekonania, że to niebezpieczne i na pewno coś mi się stanie. Siedzenie w ciemnej, zamkniętej sali to proszenie się o kłopoty. Mogę znaleźć się w sytuacji zagrożenia, a jako delikatna, słaba, bezwolna, cicha kobieta na pewno sama się nie obronię.
Drobiazg, który pokazuje, jak uczy się kobiety iść przez życie. Bój się i nie rób. Nie pchaj się w kłopotliwe sytuacje, to nie będziesz mieć czego żałować. Kalkulacja kłopotliwych sytuacji nie jest łatwa, na pewno należy uwzględnić czynnik ciemność, towarzystwo, ubranie, alkohol, zachowanie. Wszystko co zrobisz, może być zaliczone kategorii „prowokacja”. Czasem kalkulacja nie jest potrzebna, wystarczy czyjaś odgórna ocena.

Dziwne, że nikt nie zaliczył do potencjalnie niebezpiecznie sytuacji chodzenia samej po zakupy w supermarkecie. Przecież taka niezorientowana, bezbronna istota mogłaby się bez trudu zagubić w licznych, długich alejkach lub dać się oszukać przy wydawaniu reszty!

Ale przecież złe rzeczy dzieją się tylko gdzieś indziej, a nie tu obok. Tam, gdzie jest inaczej, obco, o czym przecież kiedyś mówiono, pisano, donoszono. Wyjazd tam samej to proszenie się o kłopoty.

W 2015 roku byłam w Indiach i kilka dni spędziłam sama. Wiedziałam, że obowiązują tam inne zasady gry i dla własnego bezpieczeństwa, jako obca kobieta, o przyciągającej uwagę jasnej karnacji muszę się do nich dostosować. To był czas, gdy świat wciąż żył historią brutalnego, zbiorowego gwałtu w Delhi, po którym ofiara zmarła. Wywołał masowe protesty przeciw obojętności władz i policji na przemoc wobec kobiet (w ich wyniku zaostrzono przepisy i teraz za gwałt grozi kara śmierci; sprawców w 2020 roku powieszono). Stąd często musiałam odpowiadać na pytanie, czy się tam nie bałam. Nie, nie bałam się, bo to niestety nie było nowe zjawisko ani tam, ani tu.

Zaraz po powrocie z Kambodży znalazłam informację, że na wyspie Koh Rong zaginęła turystka. Po kilku dniach poszukiwań woda wyrzuciła jej ciało. Przebywałam w tym samym miejscu, co ona, zaledwie kilka dni wcześniej. Czy znajdowałam się w niebezpieczeństwie? Czy groziło mi to samo? Pytań nikt nie zadawał, bo zaginiona dziewczyna była Brytyjką i temat nie przedostał się do polskich mediów.

Wszędzie można zaufać niewłaściwych ludziom, stracić czujność, podjąć złą decyzję, tu i tam. Czy na pewno wiesz, kim jest twój sąsiad, z którym jedziesz ciasną windą? Możesz zaufać szefowi, od którego zależy twoja sytuacja finansowa? Umiesz zwrócić uwagę, jeśli ktoś przekracza granicę?

W podróżach solo lubię, gdy włącza mi się zmysł strategii i organizacji. Lubię szwendać się jak porąbana i mam ten komfort, że nikt nie narzeka. Dzięki świetnej orientacji w przestrzeni szybko odnajduję się w nowych miejscach. Od razu budzi się we mnie zainteresowanie okolicą, rozglądam się, węszę jak pies gończy. Często zbaczam z prostej drogi z punktu A do B, bo tak. Po centrum Budapesztu poruszałam się bez mapy po jednym przechodzonym weekendzie. Kilkanaście godzin w Bangkoku upłynęło mi na włóczeniu się, adrenalina kazała przedreptać mi cały dzień pieszo, w upale, bez taksówki (i sprawnego kolana). To są momenty, w których czuję, że żyję. Lubię brak ścisłego planu i podejmowanie decyzji w ostatniej chwili. Staję się bardziej asertywna i łatwiej mi się wykłócać o swoje. Gdy mówię w obcym języku, czuję się inna osobą. Często też mam już dość ciągłego decydowania, chcę przerwać i wrócić wreszcie do domu.

Dzięki wyjazdom polubiłam życie teraz i w tej części świata. Brak męża, ojca czy brata nie spycha mnie na margines społeczeństwa, mogę samodzielnie podejmować decyzje (nawet złe), mam własne konto w banku. Moja niewidzialna smycz jest mimo wszystko luźna, upleciona ze starego, trochę już wytartego paska. Czasem się napina, trafiam na trudny do rozgryzienia węzeł.

Strach w podróży nie ma płci, pokonywanie go dotyczy wszystkich. Wszyscy mogą tak samo się bać latania samolotem, niedogadania w obcym języku, zagubienia się w nowym miejscu, okradzenia, oszukania.

Podróżowanie samej to nie akt heroizmu, a wybrany sposób na spędzenie czasu. To szkoła życia mimo strachu, podejmowania wyborów, radzenia sobie w trudnych sytuacjach. Wskażcie mi kogoś, komu się to nie przyda. Lekcje są praktyczne, a strach zabiera dużo: nie pojadę sama, nie wyjdę na scenę, nie powiem, że to koniec, nie zaryzykuję, nie wynegocjuję podwyżki, nie powiem, że nie chcę, nie powiem, że chcę. Bój się i rób, chyba że nie chcesz.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.