Problemy zdrowotne są wśród nas

-Wiesz, chyba mam problemy z wątrobą… – zaczęła się rozmowa.

-U mnie ostatnio też coś się dzieje. Nie trawię czosnku, budzę się o 2-3 w nocy. Chipsy jedzone po 20 to morderstwo dla żołądka.

Ostatnio coraz częściej jestem świadkiem takich rozmów. Moich znajomych lawinowo porywają problemy zdrowotne i wciągają tematy medyczne. Wypadające dyski, odsłaniające się szyjki zębów, zgagi, niestrawności to tylko kilka haseł, które się przewijają. Coraz więcej osób w moim otoczeniu zaczyna gorączkowo dzielić się szczegółami chorób, niesprawności poszczególnych narządów i u jakiego był ostatnio lekarza. Krótko mówiąc – starzeją się i powoli rozkładają. Czasy, gdy można było się bezkarnie obżerać, opijać, zarywać noce i nie zaglądać z niepokojem na abczdrowia.pl bezpowrotnie minęły.

Ja tym wszystkim jestem dosyć zmartwiona. Obserwuję to wszystko z boku w pozycji biernego obserwatora i za bardzo nie mam czym się podzielić. Jestem pieruńsko zdrowa, nie biorę leków, nic mnie specjalnie nie boli, czasem coś się oczywiście pomarudzi, ale no naprawdę nie mam konkretnych dolegliwości. Nie choruję przewlekle, nie chodzę do lekarzy poza wizytami kontrolnymi. Zaczęłam się tym wszystkim martwić, bo przecież tak nie może być. Kto to widział być zdrowym w dzisiejszych czasach. Dlatego na pewno kiedyś wyczerpię swój limit zdrowia i szlag mnie trafi po prostu z dnia na dzień. Już sobie wyobrażam, jak pewnego dnia wszystko mi się rozpada i wysiada jedno po drugim, skóra więdnie, twarz rozsypuje, koło łóżka pojawi się wystawka leków, bez których dalsza egzystencja jest niemożliwa. Wszystkie choroby, na które teraz nie choruję, a z którymi inni systematycznie się zmagają już teraz, skumulują się i zaatakują mnie na raz.

Na szczęście rozchorowałam się! Może trochę podświadomie, żeby jednak wchodzić w ten stan niesprawności stopniowo. Postanowiłam się przeziębić, gdy za oknem świeci słońce, a temperatura przekracza 30 stopni. Bardzo przyjemnie pije się wtedy ciepłe płyny, leży pod kołdrą i wypaca zarazę.

Przy tej okazji wchodzę w konwencję i srogo narzekam. Ponieważ nie jestem przyzwyczajona do tego stanu, to korzystam w pełni i bardzo cierpię. Chyba już wiem co czują wszyscy faceci, mający gorączkę 36,8. Życie przelatuje przed oczami, sięgnięcie palcem do klawiatury to udręka, nie mówiąc o przemieszczaniu się na dalsze dystanse, jak np. do pracy. To jest ponad ludzkie siły, poza tym może jeśli zostały mi 3 dni życia, to warto je spędzić w przyjemny sposób. Dlatego poszłam do lekarza. Trochę też z ciekawości, jak to teraz tam wygląda, poza tym przecież skoro mam dostęp do prywatnej służby zdrowia, to czemu z niej nie skorzystać.

Pstryknęłam palcami i wizyta umówiona. Jestem w gabinecie lekarskim i opisuję barwnie wszystkie swoje objawy, że tu mnie drapie, tam boli, łeb rozsadza, z nosa to wypływa sama nie wiem co, chyba jeszcze ten szlam, który wciągnęłam przypadkiem wpadając do wody na Bagrach. Pan doktor patrzy na mnie sceptycznie i pisze coś w komputerze, ale nie wiem co, bo nie widzę, pewnie mam tam w historii pacjenta już wybrane kategorie „hipochondria”, „zawraca dupę”, „naciągaczka”.

Przechodzimy do badania. Widzę stetoskop i pamiętam, że trzeba głęboko oddychać. Słyszę u siebie rzężenia i charczenie nawet bez stetoskopu. Potem lekarz maca mi głowę i pyta czy boli. Pewnie że boli, nawet jak nie dotyka. A potem jest taka część badania, której nie pamiętam z ostatniej wizyty w 2001 r. Otóż pan doktor nagle wyjmuje z kieszeni telefon. Myślę sobie, kurde, smsa dostał, jest lekarzem instagramowym celebrytą i będzie robić instastory? Hello, ja tu cierpię.

Sprawa się wyjaśnia, bo nagle coś mnie oślepia. Mam otworzyć japę i pokazać gardło, które oświetla latarka z Samsunga. Z cudzym telefonem przy ustach mam powiedzieć „aaa” i najlepiej go jeszcze nie popluć.

-Lekko zaczerwienione. Dam tu pani receptę na taki spray, tabletki, proszę unikać klimatyzowanych pomieszczeń… – czekam w napięciu na informację, czy będę żyć.

Będę. Ale jeśli za 7 lat ponownie trafię na wizytę, to tym razem wezmę swoją latarkę, bo chyba czuję, że mi tam w gardle obce życie rośnie, którego ten Samsung nie oświetlił.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.