w wirze

Bez sensu. Wszystko tak bardzo bez sensu. Najpierw próbują was zorganizować i jakoś szufladkują. Czekasz na swoją kolej. Nigdy nie wiesz, kiedy wypadnie. Nie rządzą tym absolutnie żadne reguły. Cały czas czekasz. Regularnie oślepia cię światło, świat dookoła się trzęsie, myślisz, że to już, za chwilę… Ale zapada ciemność i głucha cisza. Znów bez słowa wyjaśnienia zabrali kogoś innego. Czekasz. Wiesz, że ten moment w końcu kiedyś nadejdzie. Wiesz, co czeka cię później. Z nerwów aż się kurczysz.

Gdy nadchodzi twój dzień, znosisz swój los bez słowa sprzeciwu. W końcu tylko po to was stworzyli. Istniejesz na tym świecie tylko w tym jednym celu. Masz im służyć. Przez cały dzień, w ukryciu, wszędzie im towarzyszysz. Dotykają cię, ocierają, czasem odsłaniają. Nasiąkasz zapachami, tymi pierwotnymi, trudnymi do usunięcia. Nosisz na sobie ich ślady. Potem trafiasz w kąt, na podłogę, zwykle porzucą cię gdziekolwiek bez jednego słowa. Zwykle lądujesz gdzieś głęboko w ukryciu, z innymi, zużytymi tak jak ty. Czekasz na kolejny etap – oczyszczenie.

Wydaje im się, że w tym wirze wszystko zapomnisz, że przestaniesz czuć i zaczniesz wszystko od nowa. Że woda wszystko zmyje, a płyn do płukania zatrze ślady i nada kwiatowego sensu kolejnemu cyklowi życia. Głupcy. Nawet wystawione w odświeżonej odsłonie na świat majtki nie zapominają, kim są i dokąd zmierzają. Niczym i donikąd. Wspomnień nie wypali ostre słońce ani nie przykryje najciemniejsza przestrzeń szuflady. Pamięć całego beznadziejnego życia zostanie na zawsze.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.