Tak zwiedzam świat

Przez dwa ostatnie dni ustawiałam nowy motyw bloga. Po godzinach ślęczenia i pokazaniu go dostałam opieprz, że jest za elegancki, za ładny i że niby nie pasuje do treści. Zaczęłam więc wszystko od nowa i naprawdę nie mam już siły się literacko wysilać. Dlatego dziś krótko i treściwie, ale za to z fotorelacją. W zeszłym tygodniu byłam na Majorce. Wyjazd zaplanowany… Czytaj dalej »Tak zwiedzam świat

Never don’t give up

Przeanalizowałam ostatnio opinie i komentarze o tym, co tu się wyprawia. Przeważają dosyć gwałtowne reakcje – coś o popłakiwaniu się, sikaniu w gacie, popluciu ekranu. Dobra, wiem, że tworzę śmiechowy lol-content. Sama tak się bawię przy pisaniu notki w weekend, że jeszcze w poniedziałek turlam się ze śmiechu i nie mogę trafić… Czytaj dalej »Never don’t give up

Najmilsza rzecz pod słońcem

Zima, styczeń, mróz. Od niedawna do mojego standardowego sezonowego zestawu wyjściowego (kurtka z podpinką po kolana, wełniana czapa, szal do okutania, rękawice po pachy) dołączył niezbędnik każdego Krakusa, który nie chce umrzeć charcząc i łapczywie łapiąc powietrze. Troskliwy Mikołaj przyniósł mi w prezencie chustę przeciwsmogową. Od tego momentu każde wyjście z domu poprzedzone jest… Czytaj dalej »Najmilsza rzecz pod słońcem

3 sposoby na totalnie bezsensowne, acz radosne zabicie czasu…

…czyli mielony klops, nic śmiesznego i jak to zmienić. Mam wrażenie, że od kilku tygodni (w zasadzie już miesięcy) mój mózg nie pracuje najlepiej. Przypomina posiekane mięso, taki niedojedzony, zapomniany i lekko zaśmiardły tatar. Podejrzewam, że jest to powiązane z obecną porą roku i funkcjonowaniem w rzeczywistości obleczonej w pięćdziesiąt odcieni szarości. Dzień w dzień,… Czytaj dalej »3 sposoby na totalnie bezsensowne, acz radosne zabicie czasu…

Byłam recydywistką.

Listopad. Naprawdę fajnie mieszka się w Krakowie o tej porze roku. Zmrok zapadający o godzinie 16 uzasadnia przesypianie połowy dnia. Przestrzegam sumiennie zaleceń się niewychodzeniu z domu, żeby się zanadto nie struć. Normy zanieczyszczenia powietrza przekroczone o 500%, zero słońca. Zero wyrzutów sumienia, że zaleganie w bambetlach godzinami jest złe,… Czytaj dalej »Byłam recydywistką.

Nie uwierzycie, co się zdarzyło, gdy nie miała o czym napisać. Wstrząsające wideo…

Nie wiem jak się sprawy mają u innych znanych i lubianych blogerów, ale ja to mam wrażenie, że nie jest łatwo. Człowiek siedzi, myśli, szkicuje, trzyma się ustalonego planu i dodaje ten nowy post regularnie co kwartał. A w międzyczasie przychodzą wiadomości. Weź coś napisz, kiedy nowy post, bloga aktualizuj,… Czytaj dalej »Nie uwierzycie, co się zdarzyło, gdy nie miała o czym napisać. Wstrząsające wideo…

Żyła długo i szczęśliwie

Euforia, fajerwerki, oklaski. Udało mi się opowiedzieć bajkę z happy endem, którą można zakończyć słowami „i żyła długo i szczęśliwie”. Kolejna opowiastka jeszcze tylko doda cukru do tego magicznego świata pełnego synchroniczności, pięknych zbiegów okoliczności i spełniających się życzeń. Pierwsze minuty nowego życia w Krakowie były ciężkie i wystawiły… Czytaj dalej »Żyła długo i szczęśliwie

Earn, eat, pray, love. Historia o tym, jak nie pojechałam w podróż. [2]

Już podczas pobytu w Szwajcarii zaplanowałam sobie kilka atrakcji na najbliższy czas (oprócz Wielkiej Podróży, oczywiście). Wiedziałam, że moją bazą  będzie Gorzów. Wiedziałam, że jestem tam w stanie wytrzymać około tygodnia, potem dla zachowania równowagi swojej i otoczenia trzeba się ewakuować. Po wstępnej aklimatyzacji na polskiej ziemi wyjechałam… Czytaj dalej »Earn, eat, pray, love. Historia o tym, jak nie pojechałam w podróż. [2]

Earn, eat, pray, love. Historia o tym, jak nie pojechałam w podróż. [1]

Mam dość. Rzucam wszystko i jadę w świat. Gdzieś, gdziekolwiek, nieważne, może do Azji, jest tanio, przecież już umiem się wydostać z lotniska w Delhi, potem już jakoś pójdzie. Na ile? Na ile się da, trzy miesiące, pół roku, zobaczymy jak to wyjdzie. Za ile? Zależy, ile uzbieram, ale przecież… Czytaj dalej »Earn, eat, pray, love. Historia o tym, jak nie pojechałam w podróż. [1]